Moje pierwsze święta, Wielkanoc, poza domem. Daleko. Za granicą. I zaskoczenie. Bo chcę postawić na norweskim stole choć jedną polską potrawę. Najlepiej ulubione ciasto. U mnie to makowiec. Tylko jak upiec makowiec bez maku? 

Jest środa Wielkiego Tygodnia. Zbliża się Wielkanoc, a ja, 23-latka, siedzę przy kuchennym stole w Tromsø, na dalekiej Północy, prawie 2500 km od domu. Czytam list od mamy, który jeszcze przyszedł przed Wielkanocą. Ostatnie zakupy zrobione. Za chwilę zabieram się do pieczenia.

Od jutra, czyli od Wielkiego Czwartku w Norwegii wszyscy mają wolne, niektórzy nawet już dzisiaj. Świąteczna laba potrwa do poniedziałku włącznie. 

Moi norwescy gospodarze – Kari i jej mąż Helge Stangnes – ceniony norweski poeta – od kilku dni podpytują mnie, jak wygląda Wielkanoc w Polsce. Jak się ją świętuje, jakie potrawy się u nas jada, czy spędza się ten czas w domu, czy raczej wyjeżdża. Tak, jak to mają w zwyczaju Norwegowie.

Wielkanoc po norwesku

Norweska Wielkanoc mocno różni się od polskiej. Te Święta w Norwegii są symbolem przejścia zimy w wiosnę. To również najdłuższe ferie świąteczne, które dla wielu są okazją do urlopowych wypadów. Norwegowie umykają z miast na łono przyrody. I raczej nie myślą o mszy w kościele, daleko im do zadumy, która nam towarzyszy. Wielu z nich posiada własny letni domek czyli hytte, i tam spędza świąteczne dni. W ciszy, z dobrym kryminałem (tu przeczytasz o wyjątkowej norweskiej tradycji zwanej påskekrim) albo na spacerach na nartach biegowych.

Szukaj maku w polu

Chciałam więc moim kochanym Norwegom odrobinę przybliżyć te polską Wielkanoc. Zaproponowałam, że ufarbuję jajka, upiekę drożdżową wielkanocną babę i… makowiec. Chociaż makowiec właściwie bardzie przynależy Bożemu Narodzeniu, to jednak lubię go i chciałam, żeby moi przyjaciele go spróbowali. Nigdy makowca nie jedli, tutaj to nieznane ciasto. Gdy jednak poszłam do sklepu po mak, musiałam obejść się smakiem. Wróciłam do domu zmartwiona… bo maku nie było. I to nie tylko w jednym sklepie. Nie dostałam go w żadnym. Więc jak to? Makowiec bez maku?

Posłać babę, a załatwi sprawę

Podczas tamtego mojego pobytu w Norwegii (koniec lat 80-tych) w sklepach spożywczych nie można było kupić maku. Moja Kari poradziła, bym zapytała o mak w aptece. Jakie było moje zdziwienie, kiedy na drugi dzień właśnie tam kupiłam jakąś niewielką porcję. Tak! Mak lekarski zwany po norwesku opiumsvalmue (bo stanowi składnik w produkcji – papaver somniferum), nie był w Norwegii dopuszczony do powszechnej konsumpcji.

Makowiec bez maku

Do dziś w Norwegii trudno o mak w większej ilości. Tu stosuje się go właściwie wyłącznie jako roślina ozdobna. Nasiona maku kupuje się najwyżej po to, żeby posypać nim bułeczki lub chleb przed pieczeniem. O cieście z makiem można tylko pomarzyć. Jeśli ktoś się uprze i poszuka, w sieci sklepów meny.no znajdzie najwyżej mały słoiczek za 25,50 NOK (530 NOK/kg). Jeszcze mniejszy od tego, w jakim u nas kupuje się pieprz lub kminek. Mniejszy, bo w słoiczku jest aż… 48 gr maku! A na makowiec potrzeba – bagatela – 500 gram.

Chcieć to móc

Nie pamiętam już, czy wystarczył mi ten mak z apteki, czy ktoś mi dosłał jakąś porcję z kraju, a jednak polski makowiec stanął wtedy na norweskim wielkanocnym stole. Pojawiły się też farbowane w cebulowych łupinach jajka. I bitwa na jajka starym polskim zwyczajem też się odbyła. Wielkanocne śniadanie, choć dość skromne (jak na załączonym zdjęciu), miało smakowity polski akcent. Aż mi się łza zakręciła w oku.

Kto wie, może warto jednak spróbować upiec makowiec bez maku?

Zdjęcie główne: A. Werecha-Osińska, Fotodokwadratu