I stało się. Wracam do klimatów mojej ukochanej Norwegii. Po dłuższym czasie.

Cóż, samo życie. Czasem tak nas ono pochłania, pożera, zasysa, że pewne działania odkładamy na krócej lub dłużej. Potem albo do nich wracamy, albo nie.

Tym razem jednak wracam, bo zatęskniłam za pisaniem o malowniczej Północy. Po części skusiła mnie poezja. A konkretnie świeżutko wydany, pachnący jeszcze drukarską farbą tomik poezji mojej wirtualnej przyjaciółki, Olgi Bartnik. O tym wydaniu już niedługo w Smakach Norwegii więcej.

Smaki słowem pisane

Olga Bartnik od kilku lat mieszka z rodziną w Norwegii. I maluje… słowem. A ja się w tych słowach rozsmakowuję.

Dla mnie słowo ma wielką wagę. To dzięki słowom poznałam tę piękną i utalentowaną pisarkę. Wiele razy mnie inspirowała. Wiele razy po przeczytaniu jej miniatur czy wierszy, sama zaczynałam pisać.

I ona, i ja odczuwamy podobnie. Jej pisanie jednak to prawdziwa poezja. Poezja, która inspiruje i skłania do powrotów.

Choćby takich blogowych.

Spodziewajcie się zatem nowych spojrzeń na dzisiejszą i wczorajszą Norwegię. Będziemy łapać nowe smaki, nowe odczucia, i nadal wędrować po ścieżkach i bezdrożach malowniczej Północy. Smaki słowem pisane.