Czy wiesz, jak długo trwała zima w dawnej Norwegii? Które miesiące w roku były najcięższe dla mieszkańców kraju fiordów ponad 100 lat temu? I dlaczego kobiety na dalekiej Północy były zdane tylko na siebie? Przeczytaj i wyobraź sobie, jak się wtedy żyło.

Minęła środa popielcowa. I choć przed nami post, to i tak wiosna za rogiem. Dzień „przytył” od grudnia o całe dwie godziny, ptaki coraz częściej wyśpiewują swoje wiosenne trele. Marzec już puka do drzwi. U nas. Za to zima w Norwegii dopiero zaczyna szczypać mrozem i straszyć tumanami śniegu.

Na dalekiej Północy, czyli tam, gdzie wiodą nas losy bohaterów sag, luty i marzec to były najtrudniejsze miesiące w roku. Wtedy po prostu kończyły się zapasy żywności. Do ubogich chłopskich i rybackich chat wkraczał głód.

Zima w Norwegii zawsze była dla jej mieszkańców wyzwaniem. W XIX w. większość z nich, bo aż 9 na 10 Norwegów mieszkało na wsiach.

Zapasy gromadzono na zimę od wczesnego lata. Na górskich pastwiskach gospodynie przygotowywały sery, masło, śmietanę. Potem nastawał czas żniw, połowy oraz zwózka drewna. A w listopadzie pracowity coroczny ubój. Wszystko po to, po zapełnić półki spiżarni na zimowe miesiące. 

Długa norweska zima

Zima w Norwegii nigdy swych mieszkańców nie rozpieszczała. Nadchodziła już w październiku, sypiąc śniegiem, siekąc ostrym wiatrem i ściskając mroźną obręczą jak imadłem. I trzymała do kwietnia lub maja, zwłaszcza na dalekiej Północy.

Gdy nastawał luty, zapasy dla ludzi i zwierząt szybko się kurczyły. Dobrze, jeśli poprzedni rok przyniósł urodzaj. A jeśli nie? Z nowym rokiem nawet mieszkańcy bogatszych gospodarstw i dworów zaciskali pasa

A co dopiero najubożsi chłopi w lichych podszytych wiatrem chałupkach! Albo komornicy, tzn. chłopi, którzy nie posiadali ani własnej ziemi, ani nawet domu. Komornicy pomieszkiwali zwykle kątem u innych, lepiej od nich sytuowanych chłopów. Ich głód doganiał najszybciej.

Biały skarb

100 lat temu i więcej najcenniejszym dobrem w każdej norweskiej spiżarni były mąka i ziarno. Mąka, bo piekło się z niej chleb, i ziarno, bo z niego przyrządzano kaszę. Gdy kończyła się mąka, często dodawano do niej mieloną korę brzozową. Gdy całkiem mąki zabrakło, najbiedniejsi piekli cienkie placki wyłącznie z kory brzozowej. Ale takim posiłkiem nie sposób było się nasycić.

Trudny czas kobiet nad fiordami

Wyobraź sobie młodą kobietę z kilkuletnim dzieckiem. Tak jak Elizabeth z sagi Córka morza. I maleńką drewnianą chałupinkę tuż nad fiordem, w której mieszkają. I mąż, którego nie ma, bo z nowym rokiem wypłynął na połowy. Wróci dopiero z końcem marca.

Zimą chata kobiety po sam dach zasypana jest śniegiem, dzień w dzień zawiewa ją wiatr. Ale dzień to wcale nie dzień, tylko prawie cały czas noc. Za domem zaś wychodek, do którego trudno dojść. I puste półki w spiżarni. Bo mąka i suszone ryby dawno się skończyły.

Dawna Norwegia w norweskich sagach

Świetnie aurę tamtych czasów odmalowują autorki wielotomowych norweskich sag np. Trine Angelsen w sadze Córka morza czy Bente Pedersen w Raiji ze śnieżnej krainy. Obie to mieszkanki Północy. Poniżej fragment szóstego tomu sagi Córka morza (Trine Angelsen).

Głowa rozbolała ją tak bardzo, że Elizabeth aż dostała mdłości; każdy ruch powodował dudnienie w okolicy czoła. Weszła do spiżarni. Na półkach było prawie pusto; leżał tam tylko jeden podpłomyk, który dostały od Jakoba, i odrobina mąki. Starczy na dzień albo dwa, w każdym razie dla dzieci, stwierdziła i zabrała jedzenie do kuchni. 

– Dzisiaj będzie polewka na wodzie – powiedziała do Marii. – Koza nie dała mleka.

Dla takich kobiet jak Elizabeth luty i marzec były czasem największej biedy. Czy zdołają go przetrwać? Czy doczekają powrotu mężów?

Jeśli zaciekawiła Cię historia Elizabeth, tu możesz zaprenumerować sagę Córka morza.

Dziś, gdy marzec już za kilka dni, nas rozpiera radość. Bo ciepło, bo słońce, bo nadzieja na rychłą wiosnę. No i czasy już zupełnie inne. Lepsze. Zaś zima w Norwegii najczęściej wzbudza w nas zachwyt swoim śnieżnym pięknem.

A przecież mogliśmy urodzić się nie tu, żyć w zupełnie innym miejscu. W innym czasie. Trudniejszym.

Może wtedy, gdy zdarza się nam pobiadolić, warto o tym pomyśleć?