Ciemna jak kasztany jesienią. Pełna kuszącej słodyczy lub wytrawna, mocno gorzka. I jedna, i druga kokietują smakiem, rozbudzają nasze pragnienia. Czy bez czekolady warto żyć?

Życie bez czekolady jest jak plaża bez morza.

Wystarczy, że rozerwiesz kolorowe opakowanie, a od razu czujesz obłędny zapach kakaowca, który drażni Twoje zmysły. Bierzesz pierwszy kęs. Nieduża kostka, zrazu twarda, powoli topnieje. Czekoladowa słodycz rozpływa się miękko na wargach, i już odpływasz. To niemal pełnia szczęścia.

Czekoladowa uczta nad fiordami

Przed Wielkanocą czekolada kusi Norwegów i to wyjątkowo podstępnie. Tysiące jajeczek, króliczków i kurczaczków w żółto-złotych lub zielonych ubrankach przysiada na sklepowych witrynach, ladach i półeczkach – wszędzie tam, gdzie może pojawić się wygłodniały czekoladowy smakosz…

Życie bez czekolady? Nie. Tego Norwegowie nie potrafią sobie wyobrazić. Już na cztery tygodnie przed Wielkanocą w Norwegii zaczyna się prawdziwe czekoladowe szaleństwo. Norwegowie nie mają szczególnych tradycji wielkanocnych wypieków i muszą to sobie jakość odbić. I odbijają, zajadając się czekoladą.

Norweskie słodkości od Frei

Większość czekoladowych łakoci pochodzi z najstarszej fabryki czekolady – FREIA. Tak jak pełna chrupiących orzechów czekoladowa tabliczka Firkløver. I kruszący się z delikatnym trzaskiem Kvikklunsj – niedaleki kuzyn naszego batonika WW. Albo czekoladowe pisanki – påskeegg. To one trafiają teraz do zakupowych koszyków.

Photo by Iza Krepsztul-Załuska (która uwielbia Freię)

Fabryka czekolady FREIA powstała w 1889 roku. Wkrótce rozrosła się i podbiła też szwedzki rynek. W Szwecji jednak zaistniała pod marką Marabou.

Dzisiaj FREIA norweska już nie jest. Tę firmę przejął w 1993 r. koncern Mondelēz International (dawniej Kraft Foods). Nadal za to fabryka ta pozostaje największym producentem wyrobów czekoladowych w Norwegii.

9,5 kg czekoladowego szczęścia

Statystyczny Norweg spożywa w ciągu roku aż 9,3 kg czekolady.

Na tym nie koniec. Poza czekoladą Norweg pochłania 6,2 kg innych produktów z zawartością kakao. Najwięcej czekolady kupuje przed Świętami Wielkiejnocy. Sprzedaż wszelkiego rodzaju wyrobów czekoladowych wzrasta wtedy w Norwegii aż o 30%! 

Czy Norwegowie chcą przegonić surową zimę słodyczą? A może wolą uczcić w ten sposób nadejście wiosny?

Niekoniecznie. Moim zdaniem duszę łasucha mają po prostu we krwi. Można by rzec, że po dziadkach. A nawet po pradziadkach. To oni zakładali fabrykę Freia.

Inny zwyczaj na trwale wrósł w norweską kulturę. To wielkanocny kryminał określa się mianem PÅSKEKRIM. Skąd się wzięło to upodobanie Norwegów, przeczytasz w artykule Rabunek w pociągu do Bergen.

Polacy też kochają czekoladę

Czy my, w Polsce, możemy mierzyć się z Norwegami? Kto jest większym łasuchem? Czy wyobrażamy sobie życie bez czekolady? Chyba nie. Kochamy czekoladę, a jednak zjadamy jej dużo mniej. Nasz wynik to „zaledwie” 6,3 kg rocznie na statystycznego Polaka. Sześćdziesiąt trzy tabliczki. Dużo czy mało? Na pewno słodko.

I czasem tej słodkości nam w życiu potrzeba. Tabliczka czekolady może okazać się zbawienna.

Ps. Jedząc czekoladę, pamiętaj, by nie mieć żadnych wyrzutów sumienia. Niech czekoladowej rozkoszy towarzyszy wyłącznie przyjemność. Nie zapominaj, że mózg czyta wszystkie Twoje sygnały, a nauka wiele razy dowiodła, że to, co nam daje przyjemność, nie może nam zaszkodzić. Z umiarem, prawda?